Hm, to może lepiej nie mówić o tym, co się przeczytało, tylko bardziej skupić się na tym, co się samemu widziało / sprawdziło / wyciągnęło wnioski / przetestowało na własnym dziecku itd itp ?
I od czasu do czasu, w spokojnej atmosferze, podczas jakiejś miłej rozmowy ujawniać takie swoje drobne odkrycia? Kropla drąży skałę - wszelkie wywrotowe idee dawkowane po odrobince wydają się bardziej do przyjęcia!
Sprawdziłam powyższą metodę w praktyce - często działa, po warunkiem, że zachowa się klimat przypadkowego napomknięcia ciekawostki (a nie celowego zamęczania tematem).
A dla męża proponuję przygotować jakieś trzy bardzo przejrzyste uniwersalne zasady (takie, które są oczywiste i gwarantują, że siusiu będzie w nocniku!) i może nawet zapisać je w widocznym miejscu (przypiąć magnesem na lodówce?). Coś typu:
Jeżeli dziecko:
- budzi się z drzemki
- podskakuje w miejscu / zaczyna stękać / ... [w tym punkcie wpisać najbardziej oczywiste sygnały Waszych dzieci]
- nie robiło siusiu od 40 minut [przedział czasu oczywiście trzeba dostosować do potrzeb Waszych dzieci]
to znaczy, że prawdopodobnie chce mu się siusiu i trzeba posadzić je na nocnik
I powiedzieć mężowi: Zobacz, przypięłam
sobie tutaj taką notatkę dla pamięci,
może Tobie też się przyda...
Dobrze też działa prośba o pomoc z precyzyjnym uzasadnieniem dlaczego akurat teraz trzeba malucha wysiusiać

czyli coś w stylu:
- Brzdąc się obudził z drzemki, więc trzeba dać mu nocnik. Czy mógłbyś go wysiusiać, bo ja właśnie smażę placki / mam mokre ręce / karmię młodszą ...
albo:
- O, słyszysz, jak ona tak stęka, to znaczy że chce siusiu. Weź ją proszę szybko na nocnik, a ja tymczasem skończę zmywanie.
Jeżeli Tata spędza z dziećmi mniej czasu niż Mama, to siłą rzeczy mniej rozumie ich niewerbalne sygnały. Może nawet by i chciał pilnować, kiedy dziecko trzeba posadzić na nocnik, ale pewnie nie bardzo wie na co powinien zwracać uwagę. A skoro nie wie, to po co ma się wychylać, jeszcze się okaże, że nie trafi w odpowiedni moment, dziecko siku wcale nie zrobi i wyjdzie na to, że bez sensu się starał, poczuje się głupio...
Dzięki stopniowemu wciąganiu w pomoc w nocnikowaniu, dzięki jasnym zasadom gwarantującym sukces, Tata będzie miał szanse poznać lepiej język dzieci. Warto postarać się o to, żeby kilka razy z rzędu udało mu się z sukcesem wysiusiać malucha - wtedy sam zobaczy, że to działa i może poczuje, że cała ta idea nocnikowania niemowląt może być całkiem przyjemna zarówno dla dziecka jak i dla opiekunów.
To co piszę powyżej to moje osobiste doświadczenia. Musimy użyć kobiecej intuicji i dyplomacji, aby próbując "zarazić" Tatę ciekawymi, nowymi ideami, nie urazić męskiego ego.

To samo dotyczy też Babci czy niani - jako osoby z doświadczeniem w opiece nad dziećmi mogą bać się eksperymentować, wolą się trzymać starych, dobrych wypróbowanych metod, nad którymi nie trzeba się zastanawiać i nie trzeba uczyć się niczego nowego. Metoda zarażania entuzjazmem poprzez stwarzanie okazji do sukcesu w takim przypadku może okazać się zbawienna.
Pozdrowionka,
Kinga